Życie jest podróżą. Life is a journey.

Nasze codzienne decyzje wyznajczają miejsce, do którego dotrzemy. Everyday decisions lead us towards our destination.

Pages

niedziela, 30 stycznia 2011

OPOWIADANIE - Dzień w Ammanie

Po trzech miesiącach pobytu w Jordanii, u szczytu tej przygody obudziłam się w nocy i zaczęłam po prostu pisać to opowiadanie, wylewając wszelkie me frustracje na papier. Akcja zaczyna się więc wcześnie nad ranem…

4 rano. Pobudka do dźwięków z pobliskich meczetów, zaczyna się pierwsze nawoływanie na modlitwę. Jedynie z mojego okna, słychać odgłosy z przynajmniej trzech pobliskich zielonych wieżyczek. Ciekawa jestem, czym kierują się tutejsi gorliwi muzułmanie przy wyborze konkretnego miejsca na modlitwę. Widać na ulicach, że ci niezdecydowani, może w desperacji, a może ponieważ są na ścieżce wojennej z innym gorliwym muzułmaninem, wybierają niezależność i rozkładają dywanik gdzie popadnie, na ulicy, przed sklepem, pod hotelem. Następnie rozpoczynają swój rytuał, osoby przechodzące musza uważać, żeby przypadkiem nie stanąć lub nie przejść przed kłaniającą się osobą, nie chcąc nikogo urazić.

Ponieważ jeszcze nie byłam o 4 rano na ammańskich ulicach, nie wiem jak wygląda mobilizacja do wstania z łóżka i udania się na modlitwy. Jedyne, co wiem, to że w tutejszą sobotę, czyli piątek do południa, prawie że żywej duszy nie ma na ulicach. Tak, więc, dla tych, którzy z obowiązku wstali a z lenistwa lub zmęczenia położyli się dalej spać, przygotowane są dalsze atrakcje w ciągu dnia. Nie wiem dokładnie czy tutejsze prawo gwarantuje słyszalność głośnych nawoływań każdemu mieszkańcowi Ammanu tak jak amerykańska konstytucja gwarantuje inalienable rights (niezbywalne prawa), ale warto byłoby to zbadać. Ponieważ poza chodzeniem do centrów handlowych nie ma tu wielu innych atrakcji, mogłabym udać się na poszukiwanie choć jednego miejsca, gdzie nawoływania nie słychać. Oczywiście wyników moich badań nie będę mogła opublikować, gdyż na pewno zostaną ocenzurowane przez tutejszy wywiad.

Wracając do rozkładu dnia, to przychodzi czas na śniadanie. Bardzo popularne w krajach arabskich są słodycze. Nic przecież innego jak one nie pozwala na błogą drzemkę w ciągu dnia lub potrzebę picia litrów mocnej herbaty i kawy. A bez upijania się tymi bogatymi w kofeinę napojami, człowiek tutejszy czułby się jak bez ręki lub nogi, a co by babcia i dziadek powiedzieli o zaniku tradycji. Tak, więc przemysł wyrobów cukierniczych kwitnie. Należy tu jeszcze wspomnieć o innym wynalazku - humus i pieczywo typu pita. Za bardzo niewielkie pieniądze można sobie zafundować chlebek z tą pyszną pasta. Podobno jest to pożywienie ludzi biednych, czyli tutejszej większości. 90 procent produktów spożywczych jest tutaj importowana z innych krajów, w związku z tym ceny tez są w miarę wysokie w porównaniu do zarobków. Wydaje mi się, że produkcja chleba jest dotowana przez państwo, bo przecież jakby obywatele zaczęli narzekać, że nie mają co jeść, jeszcze doszłoby do jakiegoś buntu. Tak, więc rozważni politycy, wolą 'zapchać' buzię elektoratu tanim chlebkiem, żeby przypadkiem nie wyraził posłyszanej gdzieś ukradkiem opinii. Korzystam z bogatej gamy produktów amerykańskich oraz tych z sąsiadujących krajów. Dużym eksporterem wydaje się być Turcja (arabski maminsynek), firmy takie jak Eti czy Ulker królują. Zastanawiam się, czy to dlatego że udziały w tych firmach ma arabski Uncle Sam tudzież Uncle Kalif...

Zakupy spożywcze należą do jednych z moich lokalnych rozrywek bądź rozgrywek. Nie daj Boże, nie wiedzieć, na której półce leży konkretna poszukiwana rzecz. Na zakupy, zresztą tak jak i przy codziennym wychodzeniu z domu, należy kierować się filozofią otwartej dłoni i oczyszczonego myślenia. W skrócie oznacza to myślenie idziemy, bo idziemy, nie wiemy, co będzie lub nie będzie, ale nie ma sobie co tym zaprzątać głowy, bo to wywołuje stres, który się udziela otoczeniu w postaci negatywnej energii. Te negatywne moce z kolei prowadzą do stosowania technik olewawczych u zaspanych, myślących o cukierkach mieszkańców. W Europie sporządzenie listy na zakupy z reguły pozwala zaoszczędzić trochę czasu. Jeżeli tutaj będziemy chcieli uprzeć się i szukać artykułu z pozycji np 3 możemy zrezygnować z pójścia na siłownie, bo potrzeba wysiłku fizycznego zostanie w pełni zaspokojona w wysiłku podczas poszukiwań. Pewnego razu zapragnęłam zdobyć ten tutejszy humus. Wybrałam się do jednego z większych, zaopatrzonych w różne marki produktów sklepu o nazwie Safeway (tłu. autora Bezpieczna droga). Szukałam i szukałam na własną rękę, ale widocznie europejska ręka tutaj się nie przydaje. Zdesperowana, postanowiłam poprosić o pomoc jednego z pracowników na sklepie. Aby ominąć barierę językową, wymówiłam słowo humus kilka razy z różną intonacją głosu. Za trzecim razem zapaliła się żarówka i komunikat został przekazany przez nadawcę odbiorcy. Jedynym elementem weryfikującym fakt, że zaszła komunikacja miał być komunikat zwrotny. Generalizując istnieje tutaj kilka możliwych odpowiedzi na pytanie, gdzie mogę znaleźć humus:

a) idź prosto i na prawo (jemin)

b)tak oraz następujący po nim uśmiech

c)skiniecie palcem, żebym poczekała i zaangażowanie wszystkich kolegów po fachu, którym trzeba koniecznie opowiedzieć cala historie, że ta blondynka szuka humusu, następnie wydelegowanie jednego z grupy śmiałków na poszukiwanie poszukiwanego produktu

d)odpowiedź pytaniem na pytanie: skąd jesteś i czy jesteś mężatką

e)poniższa opcja może jedynie nastąpić w przypadku oznak najmniejszego zainteresowania rozmówcą jak spojrzenie mu w twarz: pytanie czy nie wybierzemy się na kawę (cokolwiek to tutaj znaczy)

Tak wygląda rozrywka w Safeway'u. Jeżeli usłyszymy z ust sprzedawcy sklepowego opcję ‘a’ i jak zrozumiemy możemy grzecznie podziękować, ukłonić się i iść w wyznaczone miejsce. I tak to umiejętnie rozegrana sytuacja przez Araba prowadzi do tego, że wilk syt (od tej informacji) i owca cała (nic już ode mnie nie chcą). Prawdopodobieństwo znalezienia szukanego produktu we wskazanym miejscu jest mniejsze niż 5 procent. Dlatego zdradzę tutaj technikę wykrywania kłamstw bez użycia maszyn. Wystarczy powtórzyć usłyszany komunikat dotyczący drogi zmieniając pewien szczegół. Na przykład, kiedy usłyszymy, że mamy iść prosto i na prawo, upewnijmy się, że mamy iść w prosto i na lewo (szmal). Jeżeli nasz rozmówca skinie głową potwierdza to nasze przekonanie, że nie ma on zielonego pojęcia albo czego szukamy albo gdzie to się znajduje. Wskazanie jakiejkolwiek drogi zrzuca z niego dalsza odpowiedzialność, wilk najedzony i owieczka biega. Co należy zrobić w takim przypadku - ewakuacja. Na początku wydawało mi się to trochę bez szacunku dla drugiej osoby, że jeżeli ktoś mi mówi, że na prawo a ja idę prosto. W Europie pewnie bym odczekała minutę, aż ta osoba sobie pójdzie i następnie obrała inny kierunek. Tutaj już się nie krępuje, bo przecież oni wiedza, że nie wiedzą i ja to wiem, ważne żeby z uśmiechem każdy się rozstał. Taka strategia gry jest przyjmowana nie tylko w supermarketach, również na drogach, gdy szukamy pewnego budynku, w ministerstwach i o zgrozo jak pytamy niektórych lekarzy o diagnozę lub przepisanie leków.

Opcja b jest już łatwiejsza do zrozumienia dla początkującego ammańczyka. „Tak” prostu znaczy: nie, nie wiem, ale nie powiem, że nie wiem, nie rozumiem, ale nie powiem, że nie rozumiem, nie ma, ale nie powiem, że nie ma. Wtedy należy przypomnieć sobie o filozofii otwartej ręki i oczyszczonego umysłu i iść dalej.

Opcja c jest bardzo czasochłonna, ale również pozwala poznać grono nowych przyjaciół sklepowych. W końcu dla nich to wielka atrakcja w tej monotonnej pracy od kawy do kawy, od papierosa do papierosa. Przecież nie codziennie widzi się kobietę samą na zakupach. Jeżeli grono sklepowe o zgrozo nie zna angielskiego powiadamiają oni odpowiednie służby w postaci znajomych, którzy kiedyś chwalili się, że coś umieją po angielsku. Następnie taki tłumacz jest angażowany to tłumaczenia konsekutywnego przez telefon po godzinach i bez wynagrodzenia. Opłaca mu się to jednak, bo jak będzie potrzebował świeże sklepowe oliwki, to wie do kogo będzie dzwonić. Ogólnie rzecz biorąc ta opcja jest dość niekomfortowa i należy jak najszybciej się zmywać z pola widzenia.

Opcja d z reguły jest nieszkodliwa, ludzie są ciekawscy, jeżeli mieli by jakieś złe myśli to pewnie by się nie pytali. Jedyny problem to to, że nie tak łatwo będzie się już zmyć z pola widzenia takiego osobnika, bo kontakt został nawiązany no i że ciągle nie ma humusu, mimo że my sobie tu gawędzimy o moich osobistych sprawach

Opcja e przeznaczona jest jedynie dla miłośników sportów ekstremalnych. Początkujące osoby proszone są o nie nawiązywanie kontaktu wzrokowego i nie rozchylanie kącików ust przy mówieniu, aby przypadkiem nie wymknął się im najmniejszy uśmiech, który zostanie zinterpretowany przez odbiorcę jako JEST SZANSA przez duże SZ. Osobnik taki nie ma nic do stracenia, a zyskać może dużo.

Koniec już tych dywagacji na temat proszenia o pomoc. Sprawę ułatwiłoby, gdyby można było pytać kobiety (opcja e zostałaby wykluczona z wachlarza odpowiedzi), problemem jest to, że kobiet za bardzo się nie widzi. Nie chodzi mi o ich zakrycia, lecz o brak fizycznej obecności w miejscach publicznych. Tak wiec, czy kupuje bieliznę damska czy grejpfruty, sprzedawca jest z reguły mężczyzną. Tutejsze kobiety z reguły są pod mokasynem swoich mężów, braci lub ojców i z całym zapałem poświęcają się rodzinie i domowi a nie pracy w obsłudze czy na kasie. Na kasie siedzą tutaj mężczyźni, no bo jakby kobiecie taką funkcję przydzielić to jeszcze by zarobiła na siebie, woda sodowa by jej uderzyła do głowy i po sprawie przy takiej niezależności.

Ale sobie przypomniałam, że czasami widać kobiety w sklepach i na ulicach, są to głownie Azjatki z Filipin czy Sri Lanki, tutejsza służba w domach arabskich. Nie wydaje mi się żeby były bardzo zadowolone ze swojej pracy, bo widząc mnie czasami podchodzą, zwracają się madame (mimo że mam na sobie tiszert i trampki, ale zawsze widać białą skore) i pytają czy nie potrzebuje kogoś na pól etatu do prowadzenia domu. Niestety zawsze odmawiam, gdyż nie mogę pozbawić się drugiej co po zakupach rozrywki w Ammanie, sprzątania własnego domu.

Z tym domu to my właśnie jedliśmy śniadanie, to znaczy jak nam udało się poprzedniego dnia znaleźć humus. Ciekawa jestem, czy w rodzinach wielożonnych takie śniadanie jest razem, czy mąż je z żoną, która miała 'przywilej' posiadania go w sypialni dnia poprzedniego, czy tez mąż je z żoną, której przywilej będzie dzisiaj. Ciekawe. Następnie mąż wychodzi do tak zwanej pracy na cały dzień, a jak pracy nie ma to do męskiej kawiarni. Jeżeli potrzeba jest przemieścić się trochę dalej, a nie mamy własnego samochodu, do dyspozycji mamy następujące środki transportu:

a)telefon

b)taksówka

c)autobus

d)marszrutka

e) dla dziwaków i miłośników sportów ekstremalnych: rower, motocykl lub rolki

Telefon jest tutaj wręcz niezbędny. Co ja mowie, telefony, przynajmniej trzy są tutaj niezbędne. Z posiadaniem numerów telefonów nierozłącznie związaną jest strategia ich rozdawania, to znaczy, komu który numer. Dla rodziny ten, dla pracodawcy ten, dla znajomych ten a dla dziewczyny ten. Jeżeli facet chciałby w cos zagrać z dziewczyna, a ona się puszy i nie jest chętna, to wystarczy wyłączyć na jakiś czas numer, przestać się odzywać i poczekać jak ona z tęsknoty będzie wydzwaniać. Wtedy po jakimś czasie można w końcu odebrać i dziewczyna twoja. Jeżeli jednak nie wyjdzie z dziewczyna to wystarczy zamienić numer na nowy i wszystko gra. Wracając do tematu transportu to telefon jest niezbędny. Czasami zastanawiam się jak Arabowie potrafili funkcjonować bez komórek przez tyle wieków...

Tak jak już wcześniej wspomniałam, jak cos się dzieje, mamy problem, to nie myślimy czy możemy go rozwiązać a dzwonimy do ziomków po pomoc. Zwykle się ktoś znajdzie, kto nas podwiezie, nawet jak będzie trzeba poczekać kilka godzin, czas nie pieniądz nie ucieknie, a nie musimy się kłopotać i myśleć na własną rękę. Czekanie w Jordanii jest zajęciem numer dwa tuz po paleniu papierosów. Zaznaczam, że bardzo często obie te czynności są łączone jeszcze z inna czynnością pogawędki z innymi obywatelami lub ubiegającymi się o obywatelstwo osobnikami. Jeżeli natrafi się na kogoś konkretnego, przydatnego następuje wymiana numerów telefonów i już siatka kontaktów powiększona o kolejne oko. Tak wiec czekanie nie było na nic. Ciekawe dla mnie jest to, że czasem i jak mówię, że pracuje dla jordańskich linii lotniczych, ludzie mówią mi, że to świetnie. Nie znaczy to jednak, że cieszą się, że mam ciekawą pracę, ale że się cieszą, że właśnie poznali kogoś, kto będzie mógł im załatwiać bilety ze zniżką, transport na lotniska, dodatkowe porcje jedzenia w samolocie itd. Ponieważ, jestem początkującą ammanką, nie jestem jeszcze gotowa wejść w tą sieć kontaktów i stałego zapamiętywania, kto jest od czego oraz pracy po godzinach starając się pomoc wszystkim moim kontaktom.

Dla tych, którzy w Ammanie są nowi i nie mogą zorganizować sobie podwózki, do dyspozycji pozostaje niepozostawiająca sobie nic do życzenia sieć taksówek. Tutejsze taksówki są dość tanie, o ile kierowca poprosi o uiszczenie opłaty widniejącej na taksometrze. Czasami jednak, uruchomienie tego w ich mniemaniu zbędnego urządzenia jest zbyt dużym wysiłkiem i wolą wymyślić jakąś sumę z powietrza, bo może ten obcokrajowca jest nowy i się nie zorientuje. W takim przypadku płacimy tyle ile powinniśmy i wysiadamy, a najlepiej najpierw wysiąść a dopiero później wręczyć tego dinara czy dwa. Jeżeli taksówkarz zaczyna się burzyć, wystarczy jedno słowo „polis” a delikwenta już nie ma. Czasami jednak taksówkarze mnie zadziwiają znajomością terenu i wiedzą na przykład jak gdzieś dojechać. Na przykład kiedyś potrzebowałam dojechać do ambasady polskiej. Wiedząc, że tutejsi ludzie czy to w supermarkecie czy w taksówce stosują takie same metody kamuflowania braku wiedzy czy też chęci szczerej pomocy, musiałam się przygotować, aby ta drogę w obcym mi mieście temu taksówkarzowi pokazać. Wyciągnęłam mapę. Mapę udało mi się zdobyć w drugim tygodniu mojego tu pobytu od boya hotelowego, który kazał mi przyrzec, że nikomu z gości hotelowych nie powiem, że to od niego. Mapa chyba to tutaj skarb, bo od czasu do czasu spotykam się z zazdrosnymi wręcz zawistnymi spojrzeniami i komentarzami innych obcokrajowców, którzy takiego skarbu nie posiadają. Oczywiście tubylcy takich dziwactw nie potrzebują, bo z reguły maja telefon i przecież nie będą się wypuszczać w nieznane.

Tak wiec przed podróżą do wybranego celu przestudiowałam cala drogę i punkt orientacyjny, którym był hotel usytuowany w pobliżu ambasady. Wsiadłyśmy razem z koleżankami do taksówki i zaczynam panu tłumaczyć - tu prosto, tu w lewo i do tej dzielnicy, następnie mówię mu nazwę hotelu, znal. hip hip hurra, może dojedziemy. Tutaj musze się przyznać, że, mimo, że filozofia otwartej ręki i oczyszczonego umysłu jest bardzo przydatna, nie tak łatwo ja w każdej sytuacji stosować, szczególnie jak ma się jakąś dużą potrzebę, w moim przypadku potrzebę ujrzenia rodaków na obczyźnie. Nasz pan taksówkarz był bardzo miły, niestety wjechaliśmy w korek. Pierwsza myśl, czy to nie aby zagranie specjalne, aby ciut więcej zapłacić, nie należy broń Boże ulec urokowi arabskiego uśmiechu. Chcąc mieć większą kontrole nad sytuacją, zaczynam z panem rozmawiać, żeby się upewnić czy wie gdzie jechać. Mieszanym angielskim, tureckim i arabskim udaje mi się zakomunikować cel naszej podroży - ambasada Rzeczypospolitej Polskiej. Na to pan, to trzeba było od razu tak mówić. Myślałam, że spadnę z fotela, jakim cudem ten podstarzały taksówkarz wiedział, gdzie znajduje się domek z siedzibą ambasady naszego kraju, o którego istnieniu nie wie większość tutejszego społeczeństwa, nie mam pojęcia. Tak na prawdę do dzisiaj, nie mogę sobie wybaczyć, że nie wzięłam jego numeru telefonu, bo bym miała osobę która mogłaby mnie tam zawozić w razie potrzeby. Wspomnę tylko, że potem byłam w ambasadzie kilka razy i nikt nie wiedział gdzie jedzie.

Nie wiem czy to moje zapędy nauczycielskie i tez chęć uniknięcia sytuacji stresujaco nieprzyjemnych sprawiają, że przed wejściem do taksówki robię ich kierowcom mały test. Pytam się czy wiedza gdzie jest ambasada, zawsze odpowiedz jest tak, następnie pytam się ich, w której dzielnicy, na tym pytaniu odpada już 90 procent chętnych do zawiezienia mnie tam kierowców. Jeżeli uda im się zgadnąć dzielnice, patrzę im w oczy czy mogę im w miarę zaufać a następnie przeprowadzam inspekcje samochodu czy taksomierz jest obecny, czy działa i czy to nie będzie zbyt wielki problem go włączyć. Odpada tu kolejne 5 procent taksówek. Tak sobie myślę, że taksówkarze mnie tutaj nie za bardzo lubią, ale cóż.

Jeden raz byłam tylko w autobusie. Dwie znajome z Jamajki poprowadziły mnie do środka, nie sposób zapamiętać numeru autobusu dojeżdżającego do miejsca zamieszkania, bo kierowcy według własnego widzimisie ustalają sobie trasę jazdy. My miałyśmy jechać jedynie prosto, więc szansa dotarcia do celu była dużo większa, jak w przypadku, gdy trzeba by było gdzieś skręcić. W Ammanie autobusami jeżdżą jedynie ludzie bardzo biedni, przyjemność taka kosztuje 400 filsów około 1, 60 PLN, tzn. jak się ma drobne. Pieniążki wrzuca się do puszki przy kierowcy, jeżeli ma się tylko dinara to albo trzeba go wrzucić albo poczekać aż wsiądzie ktoś z drobnymi i należy sobie wydać resztę. Co się dzieje w przypadku, gdy tych drobnych nam nie starcza i mamy na przykład jedynie 300 filsów, głowa do góry, kierowca się na pewno nad nami zlituje i przymknie oko, a może nawet trafi się jakiś inny pasażer i zaoferuje się zapłacić za nasz przejazd, w ramach jordańskiej gościnności i uczynności. Po uiszczeniu opłaty można zająć miejsce. Nigdy nie byłam gwiazda Hollywood, ale w tym jordańskim autobusie tak właśnie się czułam, wszystkie oczy na mnie a dzieci wręcz pokazywały mnie nieustannie swoimi palcami. No dobrze, udało nam się wsiąść, ale jak tu wysiąść. Niby przystanki od czasu do czasu są, ale chyba nie służą one tym autobusom, bo kierowca zatrzymuje się w każdym miejscu. Zapytałam się znajomych czy mogę użyć słowa HALAS - jednego z pierwszych słów, których uczy się przyjezdny. Nie będę się tu rozpisywać o znaczeniu tego słowa, gdyż jest ono wielorakie od stop, do komu, bo idę do domu. Powiedziały, że wystarczy cokolwiek powiedzieć w jakimkolwiek języku, a kierowca się zatrzyma, nie, dlatego że jest poliglota, ale dlatego że na tym polega jego praca, jak nie jedzie to się zatrzymuje.

Istnieją tu jeszcze autobusiki serwisowe, zapewne z potrzeby, gdyż tak jak wspomniałam podroż autobusem może nie spełnić naszych oczekiwań. Tak wiec jak zbierze się grupa ludzi udających się do tego samego miejsca, kierowca odjeżdża a pasażerowie maja mniejsza lub większa pewność, że do tego miejsca dojadą.

Od czasu do czasu i tylko jak się wygląda, można dostrzec kogoś na rowerze, i nie, nie myślcie, że jest to sport dla ammańskich samobójców. Są to z reguły osoby inne, obcokrajowcy, którym trudno się pogodzić z faktem, że są w Ammanie i że drogi oraz ruch nie są przystosowane do ruchu rowerowego. Zapewne nigdzie nie można tutaj zdobyć karty rowerowej. Mam jedna koleżankę z Polski, która jeździ tu rowerem, jest już dobrze znana w niektórych dzielnicach i jak ludzie widza ja bez roweru to się pytają, co się stało i gdzie jest rower.

Tak wiec wybierając już środek komunikacji, możemy dotrzeć do miejsca pracy. Prace są różne, od urzędników, strażników po menedżerów hoteli, którzy do niedawna byli tylko obcokrajowcami z Zachodu. Jeśli chodzi o innych obcokrajowców, to bardzo często kraj ich pochodzenia wyznacza rodzaj pracy, do którego ten naród się nadaję. Tak, więc Arabowie zatrudniają Egipcjan jako sprzątających wokół domu i myjących samochody dozorców (niektórzy, co bardziej przedsiębiorcy otwierają swoje własne budki z jedzeniem na mieście), Filipinki są zatrudniane do sprzątania lub jako pielęgniarki w szpitalach od wykonywania brudnej roboty, lub gdyby lekarz zapomniał języka angielskiego. Ponieważ duża większość tych młodych pielęgniarek zna angielski oraz lekarze często posiadają dyplomy uniwersytetów zagranicznych turystyka medyczna może kwitnąć. Do nie ciekawej pracy przeznaczone są Rosjanki, są one prostytutkami. Dużą grupę stanowią również Amerykanki, bądź to pracują ucząc angielskiego albo sprawują stanowisko żony Araba.

Arabowie mają respekt przed białą skórą, skóra ciemniejsza z góry jest skazana do prac służebniczych i takie też jest traktowanie. A taka Europejka a może nawet Amerykanka to niezła zdobycz, trofeum, które można ustawić w domu do kolekcji, a może nawet uda się zdobyć paszport UE lub USA i stąd uciec...

Wracając do pracy, jest jedna zasada, oczywiście w uproszczony sposób - delegacja obowiązków. Po co pracować i szukać rozwiązania samemu, jak można interesanta odesłać do innego okienka, lub nawet mu tylko powiedzieć, że ma się do innego okienka udać, ale dzisiaj jest ono zamknięte. I tu z pomocą przychodzi słowo widmo BUKRA (tzn. jutro). Widmo, dlatego, że jutro może nadejść lub tez nie. To działa na interesantów uprzejmych i cierpliwych. Jeżeli osoba się zdenerwuje, lub w przypadku kobiet uroni łezkę, wtedy trzeba już z taka osobą inaczej rozmawiać. Wtedy trzeba jej koniecznie obiecać, że własnoręcznie i z całym zaangażowaniem i całym sercem się jej sprawa zainteresujemy, pomożemy i załatwimy. Niech się przypadkiem nie martwi, wszystko będzie dobrze, no już, uśmiechnij się. W pewnym ammańskim pięciogwiazdkowym hotelu, ekipa sprzątająca „przez pomyłkę” wyrzuciła na śmietnik część moich rzeczy, których już nigdy nie odzyskałam. Kiedy rozmawiałam z menedżerem o zaistniałej sytuacji, zapytał się mnie, czy jestem zła. Następnie stwierdził, że taka ładna dziewczyna nie powinna być zła, i w taki sposób sprawa była załatwiona, o odszkodowaniu nawet nie było żadnej mowy. Osoba, która ma jakiekolwiek doświadczenie w relacjach z tubylcami, rzeczywiście się uśmiechnie, bo kto by nie uwierzył tym zapewnieniom, ale gdzieś w podświadomości wie, że to wszystko bujda. Odsyłam znowu do filozofii otwartej dłoni i myślenia będzie, co będzie, a nie to, co ja chcę lub sobie wymyśliłam. Oczywiście można się odwoływać, apelować, ponawiać prośbę, szukać negocjatorów, wysyłać innych, często jednak jest to gra nie warta świeczki.

Co innego, jeżeli mamy naszego pośrednika WASTA i jesteśmy z klanu arabskiego. Wtedy wszystkie drzwi otwarte, nie ma sprawy, której nie moglibyśmy załatwić. Potrzebne świadectwo urodzenia, nie ma sprawy, nawet jak nikt się nie urodził. Czy to możliwe, musi być. Na początku wydawało mi się, że jak tutaj cos jest na piśmie to ma wielka wagę, i chyba rzeczywiście ma większą wagę, ale nie ma takiej rzeczy, której nie można by było załatwić z odpowiednim dojściem. W końcu jak ktoś prosi o przysługę to trzeba dołożyć wszelkich starań, bo musimy sobie pomagać, jeden za wszystkich wszyscy za jednego.

Czasami takie zachowania są zastraszające, na przykład, jeśli chodzi o sferę bezpieczeństwa, z łatwością można się udać w miejsca chronione, witając i całując się ze wszystkimi ochroniarzami, o identyfikatorze zapomnij...mówimy tutaj oczywiście o tutejszych ziomkach. Obcokrajowcy są pod lupa, wydaje mi się, że dużo o mnie wiedza, nawet przy ubieganiu się o prace musiałam ujawnić informacje na temat podroży po świecie mojego ojca. Zadziwia mnie fakt, że Jordania jest jednym z najbezpieczniejszych krajów na Bliskim Wschodzie...

Pracuje się tu od soboty/niedzieli do czwartku, piątek to dzień wolny spędzany w gronie rodziny bliższej i dalszej niezależnie od tego czy ta rodzinie się lubi czy nie. Bez komórki zwanej rodzina tutaj nie można funkcjonować. Rodzina jest plecami, oczami, rękoma i wszystkim, czego potrzebujesz, daje poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie. Z drugiej strony, jeżeli by się chciało być trochę innym, mieć inny pogląd, modernizować tradycję, rodzina stanowi tamę, zaporę i pas, żeby takie tendencje wypłowić skutecznym laniem. Jak pas nie pomoże trzeba wziąć pistolet, bo strata honoru jest większa niż strata syna czy córki.

Człowiek pracy, po ciężkim dniu ma prawo wrócić do swojego pięknego przestronnego domostwa, gdzie córki i żony gotowe są spełniać wszelkie zachcianki. Zwykle, aby wejść do swojego mieszkania trzeba przebić się przez stertę śmieci na ulicy lub klatce schodowej. Nie stanowi to raczej żadnego problemu, gdyż samemu przyczynia się zazwyczaj do uzbierania takiej przedbudynkowej kolekcji. Przeciętnemu mieszkańcowi Ammanu nie przeszkadza taka dekoracja, po prostu jak zje loda, wypije kole i schrupie w pośpiechu chipsy, wszelkie pozostałości z tych przekąsek wraz z opakowaniami lądują na chodniku. Ale za to w domu jest bardzo czysto. Mieszkania duże, aby pomieścić liczne rodziny, kolory dekoracji to oczywiście kolory pustynne, żółty, brązowy i w Jordanii czerwony/różowy - to gust tych, którzy widzieli jordański cud świata - różowe skałki w Petrze. Zawsze jest wielki salon, żeby było gdzie spędzać piątki. W toalecie mały bidecik dla muzułmanów oraz zwykle zimna woda w kranie ze zbiornika na dachu. Każda dzielnica dostaje przydział wody raz w tygodniu, wtedy jest czas, aby ten zbiornik napełnić i ma starczyć na tydzień, jak nie starczy to trzeba czekać bez wody lub zamówić samochód z wodą. Jest to rzeczywiście kraj pustynny. Reszta pokoi raczej nie odchodzi od standardów europejskich. Czasami jednak wkradają się niezapraszani goście. Można się zdziwić widząc karaluchy, mrówki, jaszczurki lub myszy. Najgorsze są ponoć skorpiony.

Tak, więc po zmroku, tak jak w innych miejscach panują inne zasady. Raczej nie widzi się kobiet przemierzających ulice samotnie. Godzina dziesiąta wyznacza limit dla mniej grzecznych dziewczynek, bo grzeczne po zmroku nie wychodzą. Jeżeli kobieta znajduje się gdzieś poza domem o dziesiątej, to wiadomo, czym się trudni. Kontakty płci są dość ograniczone, najlepiej spotykać się w grupach. Co i raz w bardziej zachodnich dzielnicach czy w Starbucksie widzi się jakąś parę, ale należy to do rzadkości, oczywiście w godzinach popołudniowych lub wczesno wieczornych. Nie zagłębiam się w tajniki tutejszego życia nocnego lub flirtu, ale wiem, że takie rzeczy też istnieją.

Tak jak widzicie, życie w Ammanie to niekończąca się przygoda, obóz przetrwania i walka z tym, czego nie widać. Człowiek wracając do Europy, naprawdę zachwyca się śniegiem i rozkoszuje ‘normalnością’ (jeżeli pociąg ma przyjechać o tej godzinie to przyjeżdża – trudno w to uwierzyć, jeżeli ktoś mówi, że na prawo to jest wielkie prawdopodobieństwo, że ma rację) oraz tą niedoceniona wolnością, wolnością kobiet, spacerów oraz wyborów. To taki powiew świeżego powietrza w upalny dzień. Wracając do Europy nie jest się już tą samą osobą, co przed wyjazdem. Jest się zmienionym na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz