

















Jestem już na ziemi malejskiej na lotnisku w Kuala Lumpur. Jest ono bardzo nowoczesne a wokół zieleń. W samolocie tak się zdarzyło, że zagadałam się z Turkiem dubajskiego pochodzenia - Serdarem. On leci również do Bangkoku, ale późniejszym samolotem. Tak więc podróż spędziłam gawędząc, trochę przysypiając no i oczywiście kosztując pyszne jedzonko a w szczególności przesmaczne owoce. Na śniadanie pełen zestaw do wyboru makaron Noodles albo omlet z pieczarkami, parówką z kurczaka i zapiekanymi ziemniakami. Do tego mały rogalik typu croissant, jogurt i oczywiście owoce.
Dziesięć godzin w samolocie robi swoje i czuję się jakbym chodziła za mgłą. Z terminalu, na którym wylądowaliśmy przedostaliśmy się aerotrenem czyli pędzącym mini pociągiem na drugą część lotniska. Jest druga godzina czasu tureckiego, a ósma rano czasu malezyjskiego. W Bangkoku dopiero siódma.
Lotnisko jak już wspomniałam nowoczesne i bardzo międzynarodowe. W ogóle Malezja sprawia wrażenie kraju bardzo zróżnicowanego etnicznie i kulturowo. Pasażerowie, dla których Kuala Lumpur jest miastem docelowym, muszą przejść przez badania skanerem, czy aby nie są zakażeni świńską grypą. W sklepach bezcłowych można znaleźć produkty z całego świata. Przechadzając sie po butikach moją uwagę przyciągnęły odrażające zdjęcia umierających albo nienarodzonych niemowląt albo pokryte kadzią organy wewnętrzne. Zdjęcia te umieszczane są na kartonach papierosów i mają odstraszyć potencjalnyc palaczy. Odstraszyły jedynie mnie...spojrzalam w górę- a tam zabłysnął piękny szyld THE LUXURY OF THE WORLD (LUKSUS ŚWIATA). Trochę jedno do drugiego sie ma jak piernik do wiatraka, ale tak już na naszym świecie jest, że wystarczy pięknie zapakować kłamstwo a staje się ono marzeniem.
Rozstałam się z Serdarem, oczywiście nie obaczył zostawić mi swojego numeru telefonu, jakbym czegoś potrzebowała lub miała ochotę zadzwonić. Ja podziękowałam uprzejmie, jak zwykle.
Moje pierwsze wrażenia dotyczące ludzi:
Już w samolocie Malezyjki wydawały się aroganckie. W zderzeniu z tą sytuacją sama nawet w sobie zaobserwowałam aroganckie szukanie własnej wygody. Ludzie raczej się nie uśmiechają, mają na sobie konserwatywne ubrania. Niektóre panie w sari odsłaniającym plecy. Nie wiem jak to wygląda u młodszych kobiet, bo ja miałam nieprzyjemność widzieć otyłe starsze kobiety w tym stroju. Jeden z pasażerów najechał na mój wózek swoją walizką i po prostu stanął przede mną nawet na mnie nie patrząc. Zabrakło mi tego 5 literowego słówka - SORRY. No ale cóż... zaczęłam się zastanawiać czym można to zachowanie wytłumaczyć, czy dlatego, że jestem młodsza od niego, czy że niezamężna czy że nie mam dzieci, czy gorzej ubrana.
Teraz zastanawiam się, czy ludzie po prostu są nerwowi w samolotach a w pośpiechu na lotniskach i dlatego ich zachowania w wyżej wymienionych miejscach mogą odbiegać od normalności.
Mam nadzieję, że sobie trochę odpocznę w samolocie do Bangkoku. Przed odlotem nie trudno nie zauważyć pewnych Rosjan, a szczególnie jednego otyłego pana cały czas oglądającego się za dziewczynami. Poza tym sporo koczujących młodych białych podróżników. Jak mało wiedziałam, że i mi przyjdzie koczować na lotnisku pilnując aby mi nikt nie zabrał wózka, ale to później.
Teraz jestem w samolocie i podziwiam bardzo ciekawy ubiór i fryzury stewardess malezyjskich linii lotniczych. Stroje bardzo kobiece i do tego piękne orientalne koczki. Za chwilę degustuję pyszne owoce morza w sosie curry, z ryżem i jajkiem podanym na lisciu bambusowym. Decyduję się na kawę, aby trochę się obudzić i na mój nowy ulubiony sok PINK GUAVA, czyli sok z guawy. Właśnie wypełniłam wniosek wizowy i może uda mi się zamknąć oczka choć na chwilkę. Po tej uczcie zamykają się one same
Jestem już na lotnisku. Ostatnie trzy dni w Stambule to wielkie jak na to miasto opady śniegu. Ubrana w sportową odzież, przygotowaną i wybraną z wielką dokładnością, czekam na przygodę. Czuję się dziwnie, gdyż zwykle kolorystycznie dopasowywuję swoją garderobę i dodatki. Teraz jednak mam na sobie białe adidasy, niebieską spódnicę i sweter oraz żółto czarną torbę. Jest zabawnie. Zawartość plecaka turystycznego (co również jest rzeczą dziwną, bo zwylke używam walizki na kółkach) oddanego przy odprawie ważyła jedynie około 6 kilo. Przede mną 10 godzinny lot malezyjskimi liniami lotniczymi do Kuala Lumpur, a następnie 2 godzinny lot do Bangkoku. Starałam się zaplanować ten 10-dniowy pobyt jak najlepiej, ale chyba wiele rzeczy wyjaśni się na miejscu. Mam również nadzieję, że zmiana klimatu pomorze mi przestać kaszleć.
Ludzie w samolocie, podobnie jak mieszkanka wedlowska, są mieszanką kultur i kolorów. Troche europejczyków lub amerykanów ale większość to pasażerowie o wybitnych rysach azjatyckich posługujący się dla mnie zupełnie nie zrozumiałym językiem. Zastanawiam się, czy większość z nich dostanie na pokładzie ich ulubioną zupkę chińską...i tym samym łapię się na tym stereotypie. Rozmowy toczą się dość głośno. Myślę, że chciałabym się nauczyć rozpoznawać po rysach twarzy, z jakiego azjatyckiego kraju pochodzą ich właściciele. Słyszałam, że im ciężko nas też odróżnić.