Po przylocie na lotnisko Porlamar na Margaricie udaliśmy się do hotelu. Mimo godzin popołudniowych dało się odczuć tropikalny klimat o wysokiej temperaturze i dużej wilgotności powietrza. Z radościa weszłam do mojego klimatyzowanego pokoju. Aby klimatyzacja mogła funkcjonować nie potrzeba żadnej karty, to znaczy nawet po opuszczeniu pokoju, można zaprogramować utrzymanie temperatury odpowiedniej dla człowieka z Europy Wschodniej:) Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to to, że ledwo co mogłam się poruszac w tym moim jednoosobowym pokoiku, ale za to na łóżku zmieściłyby się spokojnie trzy osoby. Ciekawe.
Postanowilam wykąpac się w morzu karaibskim i udałam się na plaże hotelową. Plaza El Yaque cieszy się wielką popularnością wśród windsurfingowców. Ja jednak w sobotnie popołudnie ich za dużo nie widzialam. Zaciekawili mnie ludzie, którzy stali na deskach surfingowych, z wioslem w ręku i tak sie poruszali po wodzie. Nie rozumiałam wyboru ich sportu, ale zrozumienie przyszło kilka dni później, kiedy wypożyczyłam wraz z kolegami deskę windsurfingową, aby spróbować tego sportu po raz pierwszy w życiu. Tak to ładnie wygląda jak się patrzy z brzegu morza. No właśnie, doszłam do wniosku, że lepiej patrzyć niż samemu próbować. Po którymś upadku z koleji, tak własnie pomyślałam, że najchetniej bym po prostu chciała jedynie balansowac na desce, nie martwić się o zaden żagiel (a on troche waży) i tylko skombinowac sobie takie wiosło, aby spokojnie sobie surfować.
Następnego dnia moją uwagę przyciągnęło śniadanie hotelowe, na początku trudno bylo sobie coś znalezc do jedzenia, gdy sie nie wie do konca co to arepas, empanadas, marakuja, papaja. Szybko jednak metodą prób i błędów udało się ogarnąć menu i już niedługo zaczęłam się smakować w tutejszych owocach lub zmiksowanych sokach owocowych.
Wenezuela wydala mi się interesującym krajem, choć poznawałam ją głównie ze stron przewodnika. Udało się nam wybrac na przepiękną plażę na wyspie Coche oraz wypożyczyc samochód i objechać Margaritę, na kontynent moze uda się wybrać następnym razem.
Do jednych z rozrywek należały zakupy. Dolary bądź euro wymienia się tu na czarnym rynku (czytaj w sklepie pod ladą) na bolivary, kart kredytowych lepiej nikomu i nigdzie nie pokazywać, na wycieczki lepiej zdjąć z siebie wszelkie ozdoby, z zegarkami włącznie. Tak przyszykowanym, można wybrac się na zwiedzanie. Znajomi opowiadali, że często pobyty obcokrajowców zaczynają się bardzo tragicznie, to znaczy sa okradani, ale poźniej, jak już się nic nie ma to podobno dopiero można odpocząć i nacieszyć się Wenezuelą. W sklepach na wiekszości produktów widnieją ceny. W miejscowościach turystycznych sa one bardzo bardzo zawyżone, szczególnie na produkty Made in China. Podobnie jak w Egipcie, ale tam mozna stosować swój urok osobisty i dobrze się bawić targując. Tutaj jednak zabawy nie ma, mówi się, że sie tyle i tyle ma i odchodzi, czasami to skutkuje czasami nie i trzeba przepłacać bo pani mówi, że nie może nic z ceny spuścić. Wyjazd do pobliskiego miasta Porlamar pokazał mi jednak, ze tam ceny są 2 lub 3 krotnie tansze niż na uliczce przy naszym hotelu SURF PARADISE.