Życie jest podróżą. Life is a journey.

Nasze codzienne decyzje wyznajczają miejsce, do którego dotrzemy. Everyday decisions lead us towards our destination.

Pages

piątek, 16 grudnia 2011

Isla de Margarita, Venezuela



Po przylocie na lotnisko Porlamar na Margaricie udaliśmy się do hotelu. Mimo godzin popołudniowych dało się odczuć tropikalny klimat o wysokiej temperaturze i dużej wilgotności powietrza. Z radościa weszłam do mojego klimatyzowanego pokoju. Aby klimatyzacja mogła funkcjonować nie potrzeba żadnej karty, to znaczy nawet po opuszczeniu pokoju, można zaprogramować utrzymanie temperatury odpowiedniej dla człowieka z Europy Wschodniej:) Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to to, że ledwo co mogłam się poruszac w tym moim jednoosobowym pokoiku, ale za to na łóżku zmieściłyby się spokojnie trzy osoby. Ciekawe.
Postanowilam wykąpac się w morzu karaibskim i udałam się na plaże hotelową. Plaza El Yaque cieszy się wielką popularnością wśród windsurfingowców. Ja jednak w sobotnie popołudnie ich za dużo nie widzialam. Zaciekawili mnie ludzie, którzy stali na deskach surfingowych, z wioslem w ręku i tak sie poruszali po wodzie. Nie rozumiałam wyboru ich sportu, ale zrozumienie przyszło kilka dni później, kiedy wypożyczyłam wraz z kolegami deskę windsurfingową, aby spróbować tego sportu po raz pierwszy w życiu. Tak to ładnie wygląda jak się patrzy z brzegu morza. No właśnie, doszłam do wniosku, że lepiej patrzyć niż samemu próbować. Po którymś upadku z koleji, tak własnie pomyślałam, że najchetniej bym po prostu chciała jedynie balansowac na desce, nie martwić się o zaden żagiel (a on troche waży) i tylko skombinowac sobie takie wiosło, aby spokojnie sobie surfować.
Następnego dnia moją uwagę przyciągnęło śniadanie hotelowe, na początku trudno bylo sobie coś znalezc do jedzenia, gdy sie nie wie do konca co to arepas, empanadas, marakuja, papaja. Szybko jednak metodą prób i błędów udało się ogarnąć menu i już niedługo zaczęłam się smakować w tutejszych owocach lub zmiksowanych sokach owocowych.
Wenezuela wydala mi się interesującym krajem, choć poznawałam ją głównie ze stron przewodnika. Udało się nam wybrac na przepiękną plażę na wyspie Coche oraz wypożyczyc samochód i objechać Margaritę, na kontynent moze uda się wybrać następnym razem.
Do jednych z rozrywek należały zakupy. Dolary bądź euro wymienia się tu na czarnym rynku (czytaj w sklepie pod ladą) na bolivary, kart kredytowych lepiej nikomu i nigdzie nie pokazywać, na wycieczki lepiej zdjąć z siebie wszelkie ozdoby, z zegarkami włącznie. Tak przyszykowanym, można wybrac się na zwiedzanie. Znajomi opowiadali, że często pobyty obcokrajowców zaczynają się bardzo tragicznie, to znaczy sa okradani, ale poźniej, jak już się nic nie ma to podobno dopiero można odpocząć i nacieszyć się Wenezuelą. W sklepach na wiekszości produktów widnieją ceny. W miejscowościach turystycznych sa one bardzo bardzo zawyżone, szczególnie na produkty Made in China. Podobnie jak w Egipcie, ale tam mozna stosować swój urok osobisty i dobrze się bawić targując. Tutaj jednak zabawy nie ma, mówi się, że sie tyle i tyle ma i odchodzi, czasami to skutkuje czasami nie i trzeba przepłacać bo pani mówi, że nie może nic z ceny spuścić. Wyjazd do pobliskiego miasta Porlamar pokazał mi jednak, ze tam ceny są 2 lub 3 krotnie tansze niż na uliczce przy naszym hotelu SURF PARADISE.

środa, 7 grudnia 2011

Hurgada - odsłona druga


Wracam do Hurgady, cieszę się na powrót, jak bardzo to magiczne miejsce przyciąga mnie, zaczynam się czuć tu swobodnie, wydaję się być szczęśliwa gdy wchodzę do hotelu, witają mnie uśmiechnięte twarze znajomych hotelowych, witam się na powrót z tymi osobami, które poznałam wcześniej, to miłe uczucie, ze cieszą się z mojego ponownego przyjazdu, przebieram się tylko i zmykam korzystac z atrakcji, za którymi w ciagu dwoch dni zdążyłam się już tak stęsknić. Mam być tu jedynie kilkanaście godzin wiec trzeba korzystać z morza, sklepów i spotkań wieczorem. Oj Egipt Egipt, czyżby ktoś rzucił na mnie jakiś czar.



Hurgada





Dzis do Hurgady przyleciała koleżanka z pracy, obydwie niezmiernie się ucieszyłyśmy naszym spotkaniem, wpadłyśmy sobie w ramiona i

zaczęłyśmy rozmawiać, tak przez kilka godzin na plaży siedziałyśmy i opowiadałyśmy o naszych

przygodach na wyjazdach z pracy, ona na Goa a ja tu w Egipcie. To już mój czwarty tydzień i ostatni w tym miejscu. Po przeżyciach w innym arabskim kraju, Jordanii, wzdrygałam się na kolejne pomieszkiwanie na Bliskim Wschodzie. Myśl o użeraniu się z tutejszymi ludźmi wzdrygała moim ciałem. Zdiagnozowałam u siebie alergie na Arabów, ale to trochę jak z alergią pokarmową na coś co się lubi jeść. Z jednej strony ich nie cierpię, a z drugiej po tylu latach na Bliskim Wschodzie, czuję się tu jakoś dziwnie jak w domu i mam wielką frajdę, że ich rozumiem bez słów, a przynajmniej tak mi się wydaję. Ciekawe, że jakoś tu ciągle trafiam, mój pierwszy pobyt w tej firmie był w Bahrajnie a teraz ten Egipt.




Pamiętam, że będąc dziewczynką marzyłam o wycieczce po Egipcie, chciałam zobaczyć piramidy, mumie, wielbłądy, pustynie i oazy. W ostatnim jednak czasie, po przeczytaniu artykułów o molestowaniu kobiet w Kairze(mimo ze takie rzeczy zdarzaja sie wszedzie na swiecie), zupełnie mi się odwidziały takie wycieczki. Skoro zgodziłam się tu przyjechać, planowałam spędzić ten pobyt w jak najbardziej bezbolesny sposób, czyli jak najmniej wychodzić poza teren kompleksu hotelowego. Jednak nawet i to nie uchroniło mnie przed kontaktem z tubylcami…

Tak wiec najpierw sprzątacz mojego pokoju, chciał być moim ‘drugiem’ tłum. Przyjacielem, pytał się jak mam na imie, ile mam lat i co tu robie, następnie podarował mi długopis z rosyjskim napisem (hotel pełen Rosjan) i ciagle mnie zaczepiał. Ja tylko prosiłam go żeby posprzątał mój pokój (bo o tym czasami zapominał, mimo ze pracował w hotelu o wysokim standardzie) i wymienil opakowanie żelu pod prysznic. On jednak usiłował tłumaczyć, ze balsam do ciała to odzywka do włosów, bo to białe i to białe i co ja w ogóle

jeszcze chce. Kiedy poprosiłam go tylko, żeby uzupełnił kawę i herbate to powiedział, ze mam dzwonić do room sernice i zamówić kawę. Następnego dnia udało mu się jednak zrobić misia z ręczników i udekorować je płatkami kwiatów, a co miś trzymal w rękach – nic innego jak saszetki rozpuszczalnej Nescafe. To co dla turystów z Zachodu wydawało się oczywiste, jak sprzątanie pokoju, tutaj oczywiste nie było.


Ponieważ miałam tu być miesiąc, postanowiłam zmienić pokój. Procedura polegała na codziennym przychodzeniu na recepcję, gdzie ktoś łaskawie zwracał na mnie uwagę i odsyłał do kolegi a następnie kazał przyjść następnego dnia. Co pomogło, to bezpośredni kontakt z menedżerem front desku, załatwił przeprowadzkę w jedeń dzień.


Po jakimś czasie do hotelu przyszli nowi animatorzy- Rosjanki, Tunezyjczyk i Egipcjanie, ciezko im było z początku kogos zachecić do udziału w zajeciach. Zaprzyjaźniłam się z nimi i chciałam im trochę pomóc więc przychodziłam, na początku sama, potem 2 osoby a potem już więcej. Miło

było widzieć na plaży znajome twarze każdego dnia, troche sobie porozmawiać. Wieczorami w hotelu odbywał się SHOW, taniec z kobrami, taniec brzucha, tance Egipskie itp. Pewnego wieczoru jednak show miał nazwe MISS HILTON, czyli miss hotelu. Poszłam wieczorem, aby spotkać się ze znajomymi i mimo ze wcześniej zgłosiłam się na ochotniczkę do tańca z kobrami, to dobrze wiedziałam, ze w wyborach miss hotelu nie mam najmniejszego zamiaru startować, a jedynie zobaczyć co to będzię. Z braku kandydatek z innych panstw niż Rosja, dwie koleżanki animatorki poprosiły mnie tak bardzo abym poszła, wzbraniałam się ale one prosiły i mówiły ze to nic takiego. No dobrze, odpowiedziałam, zastanawiając się co mnie czeka. A czekała mnie ‘masakra’. Tak dużego upokorzenia i braku szacunku nie przeżyłam od dawna. Czułam się jak mięso rzucone na scene, którego kosztem prowadzący Tunezyjczyk oraz pijani goście hotelu mieli

zabawę. Większość zadań była z podtekstem seksualnym lub erotycznym, co to w ogole miało być. Pokaż seksowną pozycję, pocaluj jak najwięcej mężczyż na widowni, zatańcz przed wszystkimi taniec brzucha, zgromadź jak najwięcej ubran z widowni…..Z niektórych udało mi się wybrnąć dowcipnym zachowaniem, chciałam krzyczeć ‘co to w ogole ma być’, ja tez jestem gosciem hotelu. Traktowanie kobiety jak przedmiotu, może nawet w kulturze arabskiej było czyms normalnym (potem jak poskarżyłam się menedżerowi, to mimo ze mnie przepraszał, nawet wyslal kosz z owocami do mojego pokoju, widziałam w jego oczach, ze nie rozumie w czym był problem) ale dziwiłam się, ze Rosjanki wydawały się dobrze bawić. Jak przyszło do głosowania publiczności otrzymałam najmniej punktów, nikt mi nawet nie podziękował, ze wziełam udział. Zraniona, zła, smutna pobiegłam płacząc do pokoju. Tak się zakończył show o

nazwie MISS HILTON. Na zadnym innym show nie byłam do końca wyjazdu.

Innego dnia w siłowni poznałam młodego instruktora o bardzo długich rzęsach, strapiony siedział obok, gdy ja jechałam na rowerku. Zaczęliśmy rozmawiać, potrzebowal pieniędzy, bo trafila mu się okazja i chciał kupic mieszkanie w Hurgadzie. Zastanawiał się co może zrobić, powiedział ze ma 80 procent ceny a 20 procent musi jakos spieniężyć. Podejrzewałam, ze może sprzeda samochod, bizuterie, obligacje czy cos takiego, ale zapomniałam ze tu Egipt. Powiedział, ze ma kilka krów, zapytałam ponownie czy dobrze usłyszałam – KROWY?. Tak, odrzekł i całkiem nonszalancko nazwał to swoim biznesem w Kairze. Tak wiec, dowiedziałam się ze w dwudziestym wieku jak ktoś mówi w miescie, ze jest biznesmenem to znaczy ze może ma wielbłąda lub krówki. A koszt jednej to kilka tysięcy złotych.


Nie muszę chyba mówić, ze tak prywatna rozmowa otworzyla myślenie 25 letniemu Mahometowi, ze może uda się mnie poderwać i zacząl wtrącać co i raz, jaka jestem słodka i pojawiać się następnego dnia na plaży zamiast w siłowni. Opowiedział mi historie swojego małżeństwa, zakończonego rozwodem. Akurat miałam szczęście, bo załoga w ostatnim tygodniu oprocz mnie była całkiem męska, a widok 5 facetów obok mnie skutecznie odstraszał wszelkich zalotników.

W poprzednich tygodniach jednak, gdy sama chodziłam na zakupy mialam wiele zaproszeń na dyskoteki, romantyczne kolacje, herbatki. Hurgada nazywana jest w Egipcie miastem grzechu. Dziwnym trafem większość z nich miała się odbyć o 22.00 na mieście. Ciekawe, nie skorzystałam z żadnej z tych ofert, ale niektórzy Egipcjanie byli przebiegli (szczególnie Chrześcijanie, których można poznać po biblijnych imionach i wytatuowanych krzyżykach na rekach) i nie dawali za wygraną. Moje kontakty z ludnością tubylczą ograniczałam do zakupów.


Zwykle wyglądało to tak: wchodzę do sklepu, mowie SALAM ALEJKUM, czyli ichnie dzien dobry, jeżeli pod odpowiedzi następuje jakies pytanie po arabsku i nie da się wyminąć zwrotem HAMDULLALAH, czyli dzieki Bogu, to przyznaje się ze arabskiego znam bardzo malo. Potem WHERE ARE YOU FROM? Jak powiesz Poland, to słyszysz Polska- jak się masz kochanie, taki ich zwrot na klientow. Jak powiesz WARSZAWA, to nikt nie wie, jak jestes z grupa złożoną z różnych nacji, wystarszy powiedzieć MISZ MASZ, to się pytaja gdzie to jest. Po jakims czasie zaczełam doceniac poczucie humoru Egipcjan i odpowiadałam FROM MY MOTHER. Smiali się, a punkt na liczniku zablyskal po mojej stronie, hahaha, taka gra. Następne pytanie WHAT IS YOUR NAME?, czasami udawalo się zbyc uśmiechem, albo stwierdzeniem, ze jestem jedynie na zakupach a nie w celach towarzyskich. No i tak…podobala mi się ta gra zakupowa…stałam się profesjonalistka, znając kilka słów arabskich, ceny i wiedząc co za ile chce kupic w dobie kryzysu w Egipcie po prostu to ja oferowałam pieniadze za konkretne rzeczy (często 10 razy mniej niż by wynosila pierwsza oferta), nie pytając się o ceny. Sprzedawcy traktowali mnie jak swoją, brali pieniadze a ja wychodziłam z wielkim uśmiechem ze sklepu.

Teraz już wrociłam do domu i jest mi tu tak dobrze, jednak pobyt w Hurgadzie dal mi duzo do myslenia, przypadkowo spotkani ludzie, czasami rzucali jedno lub dwa zdania tak trafne, ze to chyba nie był przypadek, ze ich spotkałam. Podróże uczą, człowiek się zmienia. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.