Życie jest podróżą. Life is a journey.

Nasze codzienne decyzje wyznajczają miejsce, do którego dotrzemy. Everyday decisions lead us towards our destination.

Pages

czwartek, 5 stycznia 2012

Fuertaventura y Las Palmas




Las Palmas to stolica Gran Canarii. Nawet po ubiorze mieszkańców widać, że to większe miasto. Przechadzam się uliczkami centrum i przypominają mi one południe Francji, jest styczeń, świeci słonko, niektórzy mężczyźni w garniturach, kobiety w zmysłowy sposób pokazują, że są piękne w strojach zimowych (czyli naszych wiosenno jesiennych). Wystarczy jedynie oddalić się 5 minut od hotelu i znaleźć się na plaży, lub deptaku przy plaży. Tutaj panuje trochę inna atmosfera. Turyści zagraniczni i hiszpańscy lub też mieszkańcy Las Palmas na lunchu rozkoszują się słonkiem i towarzystwem znajomych w nadmorskich kawiarnio-restauracjach. Tuż obok, ci, który lubią aktywnie spędzać czas wolny lub też bardzo dbają o wygląd swojego ciała, biegaja, surfują, spacerują w strojach które tez mogą umożliwić równomierne opalenie ciała. Na plaży z koleji, ci co lubia się wygrzewać i pracowac nad idealna opalenizną. Brzegiem morza przechadzają się od czasu do czasu inne osoby. Bardzo to przyjemne uczucie, kiedy chłodnawa woda muska stopy a temperatura powietrza jest w sam raz, około 22 stopni. Skusiłam się również aby wejść do wody na trochę, klimat jednak był dość bałtycki. Kilka dni później jedanak woda się ocieplila a słonce już nie chowało się za chmurkami. Tak więc kapiel była bardzo orzeźwiająca. Ludzie sa bardzo uprzejmi, pomocni, nie spieszą się, nie próbują sił w zawodach, kto pierwszy przejdzie na zielonym świetle lub wsiądzie do autobusu. Wszystko w swoim czasie.

Nie szokuje tu nikogo widok kobiet opalających się topless lub dziewczyn w mini na ulicach, wręcz nikt nie zwraca uwagi, a przynajmniej tego nie pokazuje. Kiedy doszłam do konca plaży, zobaczyłam wyryty w skale ołtarzyk maryjny i złożone tam kwiaty. Niektórzy zatrzymywali się tam i jakby modlili, na drugim koncu plazy znajdowała się wielka budowla, trudno mi było odgadnąć, czy to kościół, czy to meczet czy muzeum. Okazało się ze to budynek filharmonii.

Plaża bardzo zadbana, ze sztucznym falochronem dla pływających lub tez otwarta dla surferów. Zatrzymałam się na chwilkę, aby poobserwować wyczyny młodych surferów uczących się pod okiem wielu ratowników. I zobaczyłam, ze rzeczywiście jak się zaczyna to nie wystarczy jeden ratownik. Będąc w Wenezuelii, zastanawiałam się czy nie spróbować surfingu, bo windsurfing mi się nie podobał. Widząc co się działo na tej plaży zmieniłam zdanie. Ci śmiałkowie po prostu padali na głowę, ręcę, plecy, fale czynily z nimi co im się rzewnie podobało…wyglądało to okropnie. Z dala widac było jednak tych, którzy już opanowali tę sztukę i lapiąc falę robili z nimi co chcieli. Nie nie nie, to nie dla mnie, zbyt ciężko się nauczyć, lepiej popatrzyć jak inni pięknie surfują.
Kolejną świetną rzeczą były udogodnienia dla osob niepełnosprawnych, świetnie, ze mogą cieszyć się słonkiem i towarzystwem znajomych tak jak i wszycy inni.
Na plazy spotkałam naszych polskich studentów Erasmusa, na plaży a nie w szkole, bo tu tak wyglada trochę studiowanie, na luzie. Mówią, ze tak się nauczyli, że również nie istnieje cos takiego jak rozkład jazdy autobusow, jak przyjedzie to przyjedzie, trzeba po prostu poczekac. Zajęcia akademickie tez zaczynaja się jak się zaczynaja ale dziwnym trafem konczą się prawie zawsze przed czasem. Niby fajnie, ale kilka osob polskiego pochodzenia wspomnialo o marnowaniu czasu, no bo my tacy nieprzyzwyczajeni do zycia dla zycia, tylko gonimy za tym i tym….Wyloty samolotow zaplanowane na wczesne rano zwykle chyba się opóźniają, bo cieżko rano wstać, a poza tym jak samolot ma polecieć to i tak poleci….

Wcześniej słyszałam już o tym, że Hiszpanie późno jadają kolację. Dla mnie, rannego ptaszeka z natury, było to coś niezrozumiałego, bo zwykle głodna już jestem na kilka godzin po obiedzie. Ale rzeczywiście, tutaj jakos dziwnie po sniadaniu około godziny 9-10, bo wczesniej raczej się nie chce jesc, w ogole w ciagu dnia nie bylam glodna, tak żeby zjeść jakis posiłek typu lunch czy obiad. Dopiero około godziny 18-19 przychodził głód, ale taki wilczy wręcz głód i można było jeść i jeść aż do nocy. Niezrozumiałe dla mnie przeżycie, ale widocznie tak ten klimat (bo nie tylko temperatura) wpływa na organizm. Następnie, rzeczywiście żeby wstac o 9.00 lepiej nastawić budzik (kiedy to w Egipcie o godzinie 6.00 mogłam już wstawac wyspana bez dodatkowego budzenia przy podobnej temperaturze powietrza.

Dzisiaj w Hiszpanii, święto Trzech Króli. Z tej okazji kupuje się lub robi specjalny wypiek, w którym ukrywa się kamień i króla. Jak się ma szczęście i podczas jedzenia natrafi na małego króla otrzymuje się korone. Z koleji jak się natrafi na kamień to trzeba będzie w przyszłym roku kupić to ciasto…Głównie bawia się dzieci, organizowane są parady i inne atrakcje dla najmłodszych. A ciekawą rzeczą jest to, że jest to dzien obdarowywania się prezentami bożonarodzeniowymi, bo trzej mędrcy właśnie przynieśli dary Jezusowi. Podobno niektóre rodziny tez obdarowywuja się w swięta ale chyba większość jednak czeka do 6 stycznia. Tym samym okres swiat przedłuza się i kiedy w Polsce mówimy swieta swieta i po swietach w Hiszpanii to co miłe i fajne trwa dłużej. Feliz Navidad!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz